Po wejściu nie olśnił oczu odkrywców blask bogactw — jak to było w przypadku otwarcia grobu Tutenchamona w Dolinie Królów. Nie ta epoka, nie te zwyczaje. Tu widać było przesadną skromność, a nawet surowość średniowie­cza. I — co tu ukrywać — wręcz skąpstwo panów litewskich. Tak wiele mu zawdzięczali, a w ostatnią drogę z Grodna do Krakowa tak ubogo wyposażyli wielkiego księcia litewskiego. Działo się to w roku 1492, a więc tym samym, w którym karawele Kolumba dopływały do brzegów Ameryki. Wraz z zatrzaśnięciem wieka trumny Kazimierza Jagiellończyka zamknął się okres polskiego średniowiecza. Dlaczego król został tak biednie pochowany? Dlaczego w Krakowie rzemieślnicy nie zmienili trumny i nie włożyli do niej insygniów grzebalnych? — zastanawiał się, patrząc z rozczarowaniem w otwarty grób królewski, inżynier Czesław Dobosz, który właśnie bezpośrednio pełnił nadzór w zastępstwie profesora Alfreda Majewskiego (był on wówczas generalnym konserwatorem zabytków i rzadziej bywał na Wawelu). Może dlatego, że król poważnie chorował przed śmiercią i gdy kondukt, ciągnący od Litwy ponad miesiąc w upałach, dotarł do Krakowa, bano się otworzyć królewską trumnę w strachu przed posianiem zarazy.