Całe dnie przesiadywał z badaczami, gdy już robota wewnątrz grobowca i potem obok, na zaimprowizowanych warsztatach, zaczęła się na dobre. Żył tą sprawą. Postacią numer dwa z kręgu duchownych wawelskiej katedry był wtedy ksiądz prałat doktor Stanisław Czartoryski, pełniący nadzór ze strony kapituły. Obaj godzinami nie opuszczali swoich miejsc pracy, komentując każde odkrycie. Często pojawiał się docent Kazimierz Różycki z Politechniki Krakowskiej. Miał on, jako specjalista od statyki budowli, pieczę nad obiektami wawelskiego wzgórza. Tym razem szczegółowo zajmował się statyką sklepienia krypty Wiśniowieckiego i badał wytrzymałość ścian i sklepienia grobu Kazimierza Jagiellończyka, spozierając także z troską na stojący obok duży nagrobek biskupa Sołtyka. Jego nadzór był niezwykle ważny: nie można było dopuścić do nadwerężenia sarkofagu Kazimierza Jagiellończyka dłuta samego Wita Stwosza...Walczy przesiadywał tu długo, wszak kierował pracami.