Na drugi dzień pojawił się zdyszany, z długim prętem, cienkim, z przytwierdzoną żaróweczką podłączoną kablem do płaskiej baterii od latarki. Wziernikujemy zatem, zaszczyt zaglądnięcia jako pierwszemu przypadł wynalazcy ów urządzenia, po nim kolejno zaglądały do grobowca kolejne osoby. Jak nie trudno się domyślić wszystkich ogarnęło kolejne rozczarowanie bo przez tak długi otwór o małej średnicy widać mniej niż przez dziurkę od klucza. Mała a na dodatek słaba żaróweczką skąpo oświetlała niewielki wycinek wnętrza grobu i wydobywała z mroku jakieś tajemnicze cienie i coś z drewna. Wziernikowanie powtarzaliśmy kilkakrotnie, doskonaląc technikę posługiwania się lampą, lecz bez większych rezultatów odkrywczych. W końcu kierujący pracami profesorowie Jerzy Szabłowski i Alfred Majewski zadecydowali, by odkuć jeden z kamiennych ciosów w ścianie grobu, a następnie usunąć go komisyjnie i przeprowadzić wstępne oględziny wnętrza.