Przyszedłem do jej domu, by z najbardziej wiarygodnego źródła uzyskać informacje, które pozwoliłyby mi naszkicować bodaj skrótowo sylwetkę jej zmarłego małżonka. Zapisałem w notesie najważniejsze fakty z jego i ich dwojga zarazem zawodowej biografii, gdy bardzo niezręcznie przychodziło zapytać o pierwszego z czarnej serii „klątwy Jagiellończyka", pani Dańczakowa odezwała się pierwsza tymi słowy: Nie wiem, czy pan wie, że na Wawelu w związku ze śmiercią męża i jego kolegów mówiło się o tajemniczej klątwie. W oczekiwaniu na to iż może uda mi się usłyszeć jakąś nową, prawdziwszą wersję wydarzeń potwierdziłem potakując głową i czekałem na rozwinięcie tematu. Mąż pracował wtedy już od 1971 roku nad realizacją modelu wzgórza wawelskiego z około 1800 roku, a więc nad rekonstrukcją jego wyglądu przy końcu XVIII wieku. Nie wiadomo dlaczego, ale mówiło się, że ci, którzy nad tym ślęczą, nie skończą swej pracy.