Na Wawelu i wokół niego zawrzało. Ludzie nie ukrywali lęku: czyżby miała się powtórzyć historia identyczna jak w przypadku „klątwy Tutencha-mona", która zbulwersowała świat w latach dwudziestych i trzydziestych naszego wieku? Jest wielu ludzi, którzy mogliby przysiąc, że istnieje średniowieczny dokument, zabraniający otwierania kiedykolwiek i przez kogokolwiek grobu akurat tego monarchy, grożąc jednocześnie klątwą, każdemu śmiałkowi który odważy się zakłócić wieczny spoczynek władcy Rzeczpospolitej Obojga, a ściślej biorąc Trojga Narodów. Powołują się przy tym na inne, sprawdzone przez doświadczenie przypadki: Andrzej Bobola przed wiekami ostrzegał przed sprowadzeniem jego szczątków do Polski, bo wraz z ich eksportacją spadną na ojczyznę nieszczęścia? I co? Nie posłuchano tych przestróg. Po kanonizacji w 1938 roku przywieziono Bobolę do Warszawy.